Dzień 1

///

Dzień rozpoczęliśmy około godz. 9 w miejscowości Sukosan, kiedy to autokar rejsowy przywiózł nas do Mariny Dalmacija – największego portu jachtowego na Adriatyku mieszczącego 1200 jachtów. Przejazd przez całą marinę dał nam przedsmak, tego co nas będzie czekać przez najbliższy tydzień. Wszędzie jachty – duże, wielkie albo ogromne, od czasu do czasu jakaś motorówka – nie pozwoliły nam one przejść kilku metrów bez uwiecznienia na zdjęciu. Do tego zmienna pogoda (w ciągu tego dnia trzy razy zaczynał i przestawał padać deszcz) i czekanie w napięciu na przejęcie jachtów nie pozwoliły nie myśleć o tym, co nas spotka niedługo. Pierwsze wrażenia na zdjęciach wyglądają tak:

Po wypakowaniu naszych bagaży na pomost, udaliśmy się do biura armatora – firmy Adriatic Charter. Okazało się, że musimy poczekać kilka godzin na posprzątanie i naprawienie drobnych usterek na naszych jachtach. Czas ten spędziliśmy niezwykle produktywnie:

W końcu nadeszła upragniona chwila – gotowe jachty przekazali nam pracownicy obsługi, jeszcze tylko podpisać protokoły zdawczo – odbiorcze i można się pakować do swoich kajut. Pierwszy rzut oka na wyposażenie jachtów nie pozostawił wątpliwości, co do wygody obsługi i nawigacji naszych łódek. Było tu prawie wszystko, m.in.:

  • echosonda podająca odległość od dna (nazywaną czasem głębokością),
  • log, podający aktualną prędkość (również średnią i maksymalną) oraz przebytą odległość, – termometr pokazujący temperaturę wody,
  • autopilot (to urządzenie po prawej zwane też samosterem):

W środku również nie gorzej, stanowisko nawigatora zostało wyposażone w stacjonarny GPS wraz z plotterem rysujący na ekranie ciekłokrystalicznym schematyczne mapy wraz z aktualnym położeniem jachtu. Oczywiście tradycyjnego papierowego wydania map wybrzeża Adriatyku również nie zabrakło. W środku tablica rozdzielcza wraz z wskaźnikami naładowania akumulatorów, napełnienia zbiorników z wodą pitną (które miały pojemność 300 litrów), przełącznikami świateł nawigacyjnych, pomp, bojlera, windy kotwicznej i wielu innych dziwnych urządzeń. Poniżej radio z odtwarzaczem płyt CD a po prawej radiotelefon w kolorze będącym przedmiotów sporów o jego estetykę :-).

Nawigacja łatwa i bezpieczna – to zadanie dla I oficera lub kapitana (metody nowoczesne i tradycyjne):

Nie mniej ważną sprawą dla załogantów była kuchnia i mesa, miejsca nieodłącznie związane z jedzeniem. Na nie też nie można było narzekać, kuchenka gazowa z piekarnikiem rozbudzała głodną wyobraźnię i inspirowała do przyrządzania… prostych i mało skomplikowanych obiadów:

W końcu po zaształowaniu (to trudne żeglarskie słowo oznacza mniej więcej zapakowanie) rzeczy na jachtach mogliśmy wypłynąć na głębszą wodę, by przećwiczyć stawianie i zrzucanie żagli, manewrowanie na silniku oraz wchodzenie i wychodzenie z portu. Jak widać humory dopisywały od samego początku:

Nie obyło się bez pierwszej wpadki – na pierwsze zapoznanie z jachtami wyszliśmy w 9 osób na s/y Holly i 7 na s/y Daisy (w celach dydaktycznych), co natychmiast zostało wychwycone przez naszego armatora. Później obaj kapitanowie musieli się gęsto tłumaczyć, że nie wiedzieli, iż Chorwaci tak restrykcyjnie pilnują przepisów dotyczących ilości załogi na pokładzie. Pierwszy dzień potraktowaliśmy ulgowo, musieliśmy odpocząć po podróży z Polski, „przetrawić” wszystkie nowe spostrzeżenia i przygotować się do wyjścia w morze następnego dnia. Większość więc poszła wcześnie spać.

Dzień drugi zapowiadał się ciekawie.
Zapraszamy więc na dalszy ciąg relacji!

Zainteresowała Cię nasza oferta?

Nie czekaj wybierz WSZiB i już dziś zadbaj o swoją przyszłość

Zapisz się

lub sprawdź dział rekrutacji