Dzień 5

///

Rano, po przebudzeniu, okazało się, że zwolniło się kilka miejsc przy nabrzeżu portowym, przy którym mogliśmy bezpiecznie zacumować. Tak wygląda zatoczka, wokół której rozciąga się miasteczko. Niezwykłego uroku dodają jej dwa jachty oczekujące na swoich tymczasowych właścicieli zwiedzających wąskie uliczki Hvaru.

Przechodząc przez labirynt uliczek dotarliśmy na szczyt wzniesienia, z którego można było zrobić zdjęcia całej zatoki.

Po drodze znaleźliśmy ciekawe rośliny typowe dla tego klimatu: cytryny, pomarańcze i kaktusy.

Po zrobieniu zakupów i uzupełnieniu zapasów wody pitnej wyruszyliśmy na kolejny etap podróży. Słaby wiatr nie pozwolił nam zaplanować długiego etapu na ten dzień. Tym razem więc postanowiliśmy zawinąć do Splitu – stolicy Dalmacji, jednego z największych chorwackich miast, znanego z zabytków sięgających korzeniami początków czwartego stulecia. Jednak po drodze niespodziewanie spotkaliśmy przepływających gości. Pierwszy rzut oka na powierzchnię wody…

…i oczom naszym ukazała się płetwa mogąca zmylić niektórych pseudo-zoologów. Nie, to nie rekin – tych w Adriatyku raczej nie ma. To niezwykle sympatyczne zwierzę, które jest wiecznie uśmiechnięte i które uwielbia towarzystwo żeglarzy – delfin. Co więcej, udało nam się dostrzec cztery przyjacielsko nastawione delfiny. Mimo, że płynęły w inną stronę przecinając nasz kurs, to nie omieszkały na chwilę zawrócić i popłynąć razem z nami zaraz koło naszej burty pokazując się w całej krasie. Taki widok ujął załogantom nieco umiejętności zachowania się w towarzystwie i skutkował nagłymi okrzykami zachwytu typowymi dla dzieci nie znających pojęcia samokontroli emocjonalnej.

Po tym wydarzeniu zapomnieliśmy o niedostatku wiatru, który opóźnił nasze przybycie do Splitu.

W Splicie po odświeżeniu się i przeglądzie stanu jachtu zrobiło się ciemno.

Nie pozostało nic innego jak wyruszyć w miasto. Zwiedzanie pozostawiliśmy sobie na rano. Głównym punktem wieczoru miała być miła restauracja z widokiem na port.

Szukając dobrego miejsca na kolację, obejrzeliśmy wystawy sklepów renomowanych marek z cenami szokującymi nawet przywykłych do luksusu zagranicznych turystów. Głodni jak wilki w końcu zasiedliśmy do posiłku. Kelner zaskoczył nas miłym akcentem, podając przed głównym daniem świeży chleb z masłem. Niewinnie wyglądająca przekąska okazała się być pułapką na niczego nie świadomych turystów – na rachunku pojawiła się dodatkowa pozycja, mocno zawyżona, jak na tak prostą rzecz, jak chleb z masłem (do tego wcale nie zamawiany). Ten incydent jednak nie zepsuł nam dobrych humorów i najedzeni wróciliśmy na jacht wyspać się przed zwiedzaniem starego Splitu.

Zainteresowała Cię nasza oferta?

Nie czekaj wybierz WSZiB i już dziś zadbaj o swoją przyszłość

Zapisz się

lub sprawdź dział rekrutacji